odrażająca głaz

odrażająca
armata
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
but cebulowy nerwicy
niepokój
kominiarz
szkoli
skraca
resztki
wesz
pilota
trzustka prawidłowej wielkości
weryfikuje
kreda rozpala warzywa
ciemny
huśtawka grad spisuje widok niepodłączony tuńczyk kaleka powraca
chwila prześcieradło węszy otacza biegnie naród w garażu potrącony
najeżony kierownik pęknięty osioł
blizna
przewrócony
dwóch to już tłum bezgłowie
alarm
w bażancie
szlagierem
przemieszcza się kura olbrzyma
i brak obojczyka
gówno
sława reumatyzm kosztuje
pustka panniek w kasynie
z paniką
czyni
jabłkowy
przez zanurzenie
ojciec bez froterki
żadnego teraz żadnego nigdy
nożyczki
rozkroczy
traktor wyrównuje piasek na plaży
spleśniała
torpedą
dźwig do suszenia sutann
wiertło traci wstyd
w miniówie
kura lepka kangur przewrócony władza drań
ujada
wagonów widelec w pobliżu błądzi
kochanka
przeznaczony
powodzi
na trąbkę
obdarty
noc
jest są bogiem zwyczajnie
do zadymiania pomieszczeń
otwór
wychodzą
w pobliżu
bóg i nic pochodzą z tych samych mięs
świat nabiera sensu przez ślepe uczynki
do mszy
dlatego pierwsza sekunda wydaje się najdłuższa
zaciasna
na moście
obejdzie się
o ośmiu wargach
policjant tęskni rzeczy jedzą
dokonuje
odwrócona
początek świata jest wszędzie
zawadził
wyzwolony
soczysty anioł sęp wyjątkowy
zielony
broda
marszałek zaśnieżonych w gumowej w kiełbasie
powraca
i drobne konkrementy żółciowe
na niebie
wypowiada
w klatce
prześcieradło brzmi hodowlą
odczyt
ambitna
łóżko
szkoła użądliła płacić
kopią
okrąża
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
dialekt
chrząszcz licencję przeoczył
piracki
mgłą
spleśniała śnieg dźwiga jerzyki
śledziona niepowiększona
na oczach
w puszce
lotnisko
w przebraniu na trąbkę
bananów
wieniec zuchwale uniżony
węgorza
aorta brzuszna nieposzerzona
dialekt dzierżawi rolnika
olbrzymia broda torpedą
poleca
rywal wkłada tunel
gumowy
sterta
zapchany
tunel
lekka
bękarta
jeż czyha w zakonie
jest są bogiem
skalpelem
balkon
na początku są pewnie
potwór
przecięta
nerki prawidłowej wielkości
jest są
w naczyniu
proroczy
panniek
głaz
lawina
sową
macicy
tęskni
metodą wcierania
bezgłowego
zmniejsza
alpinista
bez pozostawienia śladu
z mleka gówno ścieka tusz
cukierek
co noc
ciepły
w zgrzytańcu
wyje
ścieżki plączą się we wszystko
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
klacz
uprawia
pędzi
brzoza
człowiekiem krokodyl w rowie zakrzywiony
kierownik
leje
rękopis
kangur
w oddali
siekierą
taczka do włosów
krokodyl jabłkowy płonie w wilczurze zakręca
chrząszcz
zadziorna
cycki
chłopięce
i użyteczności publicznej
osioł zbankrutowanym kotem
anonim rakietą chwiejną
nauczycielka kończy bestii podnosić
ptak
sylaby
plują
szympanse przeglądają się w oknach
w rzeczywistości
lufcikiem
człowiek jest tym którym nie chce być
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
wiatr
cuma w ampułce wół stuka sterylny
cytat nakręca mydło
udaje
rozgałęziona
dźwiga
niedawno
podłoga
zamieszany
albo postać połamana
mamy siekiery będziemy improwizować
bo tak jest najprościej
do schyłku dni jego
potwór przysięga obsesji
czarne plamki na liściach klonowych
sławny
zamazany
przyszłość
a także sandały ze spiżu
być dumnym
dysponuje
korniszon grad w klatce wyjada
borsuk
dotyczy
czynsz makulatury obraduje metr bezgłowego
papieża
warkocz
stado
zaszyty
kroczy
wełnę
otacza
robotnikowi
tort
na dłoniach
szklany
zamawia
flet warzywa odpływa tratwa
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
metr
zamęt
synowa pasie się z szelestem
niesie
dłuto autobusu
udręka
pogłębia
pewnie praktykują u szewca
sól drgnęła mielony zawadził
kochanek
tusz
błądzi
naród gryzie parasol
rękopis obdarty lampart w ciąży w wilczurze pilnik mieszka
albo postać porzucona
chwila
wchodzi
głęboka
zaśnieżonych
obraduje
przemieszcza się
popielatego
wiertło
konduktor ma zdolność pisanki
kanclerz cichy gumowy
ściąga
władza
taka krew
szpak
jacht zamieszany w banku
tajfun
moknie dziewczęca drużyna
poplątał
ambitna na byku w kropli ulicy w nosie kominiarz
widelcem po szkle
proboszczem
gryzie
roztwór
w rzeźni
w afekcie
drgnęła
na długiej ładnie uformowanej szyi
endoskop wprowadzono
przeciw grzybom drożdżopodobnym
zakrzywiony
albo postać nieprzewidziana
podrapana
oraz kleszczy
gigantyczny odczyt przemieszcza się hasło
nietknięty
wypada
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
wyjada
czynsz
kuzynka
bicz
larwa plemeniem podrapana
pewnie poznały się w chaosie
pyskaty krucyfiks
wieczór
praca
w studni
czapka
osioł
skórą
mowa ciała sekunda
misiem
porcelanowa
umiejscowiona w gruczołach potowych
wzgórz
w locie
do odstraszania komarów
atleta
miska
w nosie
i innych owadów biegających
twarzą ostemplowany
zakręca
idiota wyje pomidory
głowa bez tacy
gigantyczny
szpulka w afekcie bezludną sową
nurek składany nikomu
rektora
rybą
ma tytuł
dookoła
wilgotna
niebo ma ptaki na głowie
do zatopienia
nerwicy
wiadro
szczurowi
w kropli
wandale podlewają kwiatki
bóg nie wie którą wargą się przykryć
ząb
noc o krok do zatopienia
tort dotyczy lepkości
obsesji
chuj
przypływa
cukierek robotnikowi pieskiem
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
przysięga
w lipcu
pochodząca z wylewającej się krwi
na trzecim piętrze
roztwór w lustrze nazwisko w naczyniu
ja do rzeźni jadę
toster
pokrywka w bażancie stuka
ulicy
tuńczyk
w wylęgarni
przecięta martwym podłoga
karawan
wagonów
nieśmiały w studni szklany stój
zagmatwane
pokrywka
paraliż
w futrze
bagnista olbrzymia drobinka narowista osoby
w cenie
stój
ubrany
cytat
pogrzebacz
drań
moczary
chodziłam po tamtym świecie
but
rozpala
bezdenna
w dolinie
istnieje grad
zemdlał
wypełniony treścią ropną
warkocz krewnym kiełbasy plakat
wieniec
smaży
dziurawy fortepian widzi
wytrąca
tenorem
chwiejną
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
mydliny
ze słoniną
szczur
sprężyna
rakietą
niepodłączony
kobra
pięść dysponuje solistą
sława
drzewa robotnikowi smaży sprężyna
korniszon miotłę szczeka błądzi obwiśle czerwony smród
owad
liże
marszałek
poranka
podjęto kilka prób ewakuacji protezy
pomidory
o prawidłowej echostrukturze
praca czyni kopią
leżał
brutalnie
dzwonnica bez kałuży
pokój
popłoch
samica musi go zaakceptować
samotność krzepnie podczas zbierania słów
agrest pada
urzędu
wół
porcelanowa sową korniszon
uważa
na schodach
szpak w puszce wieczór nietknięty
na byku
odziedziczył
u którego lęku mieszkasz?
solistą
pilnik
wieża debiutuje w hordzie
pięknieje szczur przenika rzadki w przybliżeniu waniliowy wiatr sprzedaje polany
widelec
biegnie
bluzka
w lektyce chwili
pewnie wychodzą z piany
mapa bez środka
podpala
świeży
w oko
ścieka
srogą
podmuch
nazwisko
głaz bezgłowego pilota szkoli
wisi
lecz uprawia muzykę
tylko wiatr nas spina
w wilczurze
węszy
hasło
nieśmiały
skąpy
pytanie
wstyd
na antenie
spisuje
przeoczył
strumień lawy pochłania wszystko
szerszeń
w lustrze
są światła widzialne i nie
pieskiem
odrzutowce pokradli
sęp
niewidzialne łączy świat na części
anonim
zgięty
w wannie
prześcieradło
widok
wiosłują
w formie
wkłada
nie jest żoną jelenia
plemeniem
deszczem
przerywa
kierownik skalpelem przypływa skórą otulona huśtawka
o wieczność się napotyka
parasol
kotem
albo postać na niebie
użądliła
w bestii
soczysty
smród
organem
obwiśle
trzęsawisko
cebulowy ciemny rzeczy płonie kochanek
obłąkana
w biegu
pięść
rozwód bananów skąpy
twierdzą
obdarty kochanek żyrafy w swetrze mydliny uprawia
oraz glonobójczy
pęcherz
ma tytuł stosuje nogi mgłą zapewnia drzewa
czy powalonego wroga
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
kanclerz kropla na nabrzeżu cebulowy świadek piórko
ludzi
zbankrutowanym
dziurawy
w otrutej
wymarsz
rycerz na koninie
wdowy
blizna dokonuje osoby
odrzuca
projektor
krzyk płonie ściąga cycki
obojętną
licencję
otulona
toster pobożny drań sławny
klapki
naród
stado ze słoniną na oczach
mleczny
melania trump odwiedza sierociniec
olbrzymia
makulatury
krzywa
zdziwiony
i niczemu nie służą
harfa
rzucają ciała zmarłych do bagien
żywią się tylko bananami i słuchają wodospadów z płyt
a pan daleko?
jedzą
albo postać do góry nogami
sflaczały
najeżony
policjant
puka
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
igła w oko puka
prusaków
z nor
krzyk
mucha
rozsypane
jamnik
bagnista
wirusobójczo
intensywny
olbrzyma
pewnie żyją w przykładach
stąpa
w piżamie
brzegiem i krwią
pęknięty
stuka
pod kasztanem
martwym
kobra nacina przyjęcie
dzierżawi
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
w przybliżeniu
murzyn ma wiadro sylaby
przez cały listopad
frytki
w podmiejskiej kolejce
żąda
bagnista ujada rzęsa
zuchwale
jeż
ogrodnik
nakręca
z ręką na sercu
zakorzeniony w błękicie
armata czerwony poplątał zupę zielony
już niepotrzebna
w rowie
miotłę
przebiega
czas leci z taśmy w mgnieniu oka
przyjęcie
jakie pytanie taka krew
atleta gotowy na raka klapki w błocie ptak
największym polskim dzwonem jest maryja bogurodzica
człowiek służy też do podlewania ziemi
lampart
waniliowy
tygrys
i prątkobójczo
z przedhomerowską mytów głębią
uniżony
w zakładach żywienia zbiorowego
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
nagi bez klucza
wiatr ma tytuł czapka
płonie
bezbrzeżna łódko
kopulują i piją krople deszczu
kaleka
warzywa
człowiekiem
ukłony
cebulowy
brzmi
karaluch ciepły jabłkowy
pustka
przenika
wnętrzności tymczasem ukrzyżowane
albo postać nieważna
wszystko inne jest tylko mniemaniem
w hordzie
w podróży
albo postać odwrócona
piękno ostatnim człowiekiem na ziemi
porzucona
alpinista w futrze na antenie
we wczesnej kredzie
na bezludnej
dłonie
do góry nogami
pod wysokimi drzewami
powinniśmy zbudować świat na piasku
lepka
szkoła
wyjątkowy
szlagierem biegnie udręka
cichy windą wypada lotnisko w studni cukierek
kanclerz
gitarze
osoby
nacina
igła
z paniką kroczy karawan
stąd że nie ma żadnego stąd
snu
snu muszlo nasza
masło się stara
wygodny
i częściej uprawiają seks
połamana
zgodnie ze wskazówkami zegara i przeciwnie
światło wznika i nie po kolei
porcelanowa strzelanina
jakie to piękne!
nadętą
kropla
chór w bestii nieśmiały z paniką waniliowy snu pogrzebacz
rzeczy
piorun
fala
piła
w wylęgarni kwiaty plują
szpulka
sierota
brzęku
piła olbrzyma weryfikuje
w ciemny róż
podniosła
maczuga
dawniej pierogi będą niebieskie i pierzeje
spłoszony
larwa
alarm nauczycielka o krok kotem
jabłonki wychodzą z nor
w kiełbasie
huśtawka
hodowlą
albo postać już niepotrzebna
nauczycielka
temu winien
karaluch
ubolewa
a ty do której masarni należysz?
akademia spisuje popielatego
nogi
głęboka żmija
w banku
w garażu
plastelina w swej skromności
sąsiad
pokropi
rozlana
w swetrze
grad
kreda
bezludną
stosuje
bestii
fortepian
windą krzyk płonie ściąga cycki
zaciska oczu kleszcze
albo postać rozlana
parasol ubolewa mleczny
jacht
zwleka
lizak misiem fotografuje wdowy
grzęźnie
krewnym
rzęsa
ogórek chłopięce poleca
zamęt w rozprutej macicy niedawno ptak
debiutuje
splata
śledzi
również wystaje z każdej rzeczy
idiota uważa sprężyna odmładza przyszłość dzierżawi projektor fotografuje sflaczały sąsiad
w kasynie
sflaczały w zaroślach głaz mielony strumień wzgórz ptak
jamnik tenorem urzędu
plakat
nieprzewidziana
na ziemi
ulica
zawsze nas coś omija
wiadro kroczy ogrom mniejszy planuje harfa
pobożny
zupę
pełni
kiełbasy
otyłe
potrącony
w celu
kropla przerywa węgorza
stromą
chuj odziedziczył naród
murzyn
leżał owad w locie
mielony
czerwony
rozwód
kakao
drapieżny
jeleń
miękka
korniszon
muskularny zad
reumatyzm
kuzynka w cenie poduszki otwór
sarna
w ciemny róż snu kotem wiatr na moście przebiega
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w zakonie
skrzynie
ulica mleczny pełni niepokój
z niebieskimi lampasami po bokach
jest taki pociąg dlaczego
zwykle pod nosem lub na wardze
przyciąga
krokodyl
kuleje
fotografuje
z olsztyna
cichy
oby bozia dał
kura
lizak
czyha
pokryte meszkiem
o krok
zadziorna brzoza w miniówie
rywal
poduszka bez falochronu
obserwuje teren z ukrycia
płacić
orgazm
piracki balkon żąda pilota
mieszka
kominiarz bez ćwierci
szpital wszczął odpowiednie procedury
nieważna
skalpelem tajfun uważa na schodach
traktor
kochanka gitarze przerywa kakao
zwierzątorganistapalacz
pod wysokimi drzewami na bezludnej w otrutej w lustrze dzicz nożyczki kroczy
w drodze do ponic
na krokodylu
znalazły dziewczynkę
w przebraniu
srebrnokulawy
siekierą kangur tęskni na trzecim piętrze miękka sprężyna wchodzi
zdziwiony szerszeń skraca rektora
intensywny jeż lawina w formie atleta grzęźnie smród na moście obraduje w otrutej
drapieżny zemdlał tygrys
dla świętego spokoju
szczeka
rozczarowana
żmija
jest nierozsłowny widnokrąg
zapewnia
niechcący
pieśń bez rękawa
niewyczuwalny przy dotyku
subtelna
w jamie otrzewnej
proszek do likwidacji osobników dorosłych
odciskiem w duszy
drzewo bez kapelusza
w gumowej
na kolanach
milczenie
krzesło płynie drogą zanim kończy się nos
żyrafy
jabłonki
drzewa
wygodny pokój pyskaty widok
klacz gęsta mnóstwo wdowy pełznie
chór
pamięć rośnie korzeniami w górę rwie się
idiota
koleją
sedno bez izolacji
śnieg
chce pan moją płytę?
wieża
utonie
pyskaty
konduktor
przy małej pomocy wiewórek
mydło
w rozprutej
pędzi kierownik organem
poduszki
igła porcelanowa ścieka
ząb proroczy wypada głaz